niedziela, 13 sierpnia 2017

niedziela, 16 kwietnia 2017

Jak się przed tobą wytłumaczę



O, życie moje, nieprzytomne życie. 
Chodzę wśród ludzi, których się dotyka 
ustami, ręką, wzrokiem, wyobraźnią. 
Czy wy mnie, ludzie, smutku oduczycie, 
co we mnie rośnie, rośnie jak muzyka, 
gdy bębny ziemi moje stopy drażnią? 

Wciąż mi się zdaje, że już dawno jestem 
tam, dokąd idę z podniesioną głową. 
A przy mnie usta zaciska surowo 
ojciec wpatrzony w miedzę pod butami 
i twardej ręki niecierpliwym gestem 
wskazuje niebo krążące nad nami. 

I cóż mu powiem? W oczy mu popatrzę, 
schylę się nisko do rąk dostojeństwa, 
a on pomyśli o miejskim teatrze, 
gdzie ponoć uczą kłamliwej pokory, 
i twarz odwróci od gestu błazeństwa, 
i pójdzie siwą łąką na nieszpory. 

Jak się przed tobą, ojcze, wytłumaczę 
z różańca, który po ziarnku gubiłem 
w ogromnym lesie, co się za mną czerni, 
gdy na twe ręce tak pokornie patrzę, 
jakbym roztrwonił wszystko, co mi dałeś. 
A łąką idą ukorzyć się wierni. 

Tadeusz Nowak





















poniedziałek, 26 grudnia 2016



 "Jelizawieta Glinka - bez przesady największy autorytet moralny w swoim kraju szanowany i przez władzę, i przez jej oponentów - była na pokładzie maszyny, która leciała do rosyjskiej bazy w Syrii wraz z członkami Chóru Aleksandrowa.
Misją życiową tej 54-letniej lekarki było czynić dobro. Obojętnie gdzie. Jako młoda kobieta wyjechała w 1986 r., jeszcze z ZSRR, z mężem Glebem Glinką, potomkiem jednego z najświetniejszych rosyjskich rodów arystokratycznych, do USA. Tam do swego wcześniejszego moskiewskiego dyplomu anestozjologa dziecięcego dodała jeszcze drugą specjalność – w medycynie paliatywnej.

Kiedy wróciła zza oceanu w latach 90., założyła pierwsze hospicja w Moskwie i Kijowie. W Rosji jej fundacja Sprawiedliwa Pomoc udzielała pomocy setkom dzieci chorych na raka, wspierała ich materialnie, kierowała na leczenie. Stale opiekowała się bezdomnymi.

Doktor Liza, jak nazywali ją Rosjanie, z pasją walczyła o tworzenie noclegowni dla bezdomnych, gdzie w srogą rosyjską zimę mogliby się ogrzać, a nie setkami zamarzać na ulicach. Jeśli trzeba było, sama spieszyła z pomocą skrajnie zaniedbanym, zawszonym, chorym włóczęgom. Opatrywała ich, karmiła.

Często odwiedzała więzienia niosąc pomoc skazanym prześladowanym przez strażników lub maltretowanym przez współwięźniów.

Kiedy cztery lata temu w Moskwie doszło do antyputinowskiej „białej rewolucji”, Glinka występowała na wielotysięcznych wiecach opozycji. Weszła w skład obywatelskiego komitetu Liga Wyborców. Wtedy konta Sprawiedliwej Pomocy – po niespodziewanej kontroli finansowej – zostały 
na jakiś czas zablokowane.

Władze na działalność Doktor Lizy patrzyły początkowo nieprzychylnie. Rządzących irytowały jej związki z opozycją, śmiałe wypowiedzi i amerykański (dzięki małżeństwu z Glinką) paszport.

Ale ona znalazła się poza zasięgiem wszelkiej krytyki, kiedy śmiało, jako jedna z pierwszych, zaczęła pomagać ofiarom wojny w Donbasie – z obu stron frontu. Dosłownie pod kulami wywoziła ze wschodniej Ukrainy ranne dzieci, znajdowała im miejsca w klinikach moskiewskich, fundusze na trudne operacje.

Miała przy tym odwagę odwiedzać ukraińską porucznik Nadieżdę Sawczenko, więzioną w Rosji i fałszywie oskarżaną o zabójstwo dziennikarzy rosyjskich. To pomoc udzielana młodej Ukraince przez Doktor Lizę sprawiła, że ta przetrzymała długą głodówkę i nie umarła w więzieniu.

W grudniu 2014 r. w wywiadzie dla portalu „Prawmir” miała jakoby powiedzieć: „Jako człowiek, który regularnie bywa w Donbasie, mogę potwierdzić, że nie ma tam rosyjskich wojsk, czy to się komuś podoba, czy nie".

Glinka, na którą spadła fala krytyki, zażądała sprostowania, a portal przyznał się do pomyłki, publikując przy okazji właściwą wersję: „Jako człowiek, który regularnie bywa w Donbasie, nie widziałam tam rosyjskich wojsk". W rozmowie z magazynem „Snob” dodała, że mówi tylko o swoich własnych obserwacjach.

Pomagała też ofiarom wojny w Syrii. Do rosyjskiej bazy Chmejmim leciała w niedzielę z lekarstwami dla szpitala w Latakii. Stamtąd miała wracać do Donbasu, gdzie znów strzelają, znów trzeba ratować dzieci.

Trudno mi pogodzić się z tym, że Doktor Lizy, bardzo miłej w bezpośrednim kontakcie, cichej, skromnej i mocnej kobiety już nie ma.

Pięknie i sprawiedliwie wspomniała ją dziś Ludmiła Aleksiejewa, nestorka rosyjskich dysydentów: – Ona była świętą. Znajdowała siły dla wszystkich. Gotowa była pomagać i włóczęgom, i dzieciom. Tacy jak Doktor Liza zdarzają się raz na tysiąc lat."

artykuł z wyborcza.pl

sobota, 24 grudnia 2016

24 grudnia



Śpij, Maleńki,
pod gwiazdą w Betlejem,
taka gwiazda to nasze nadzieje.

Śnij, Maleńki,
spokojnie przy ośle,
taki osioł to chleb nasz i pościel.

Śpij, Maleńki,
przy graniu pasterzy,
w sen wierzymy, bo w co mamy wierzyć.

Śpij przy fletach, 
fujarkach i trąbach,
póki cicho, gdy nie gra ci bomba.

Śnij, Maleńki,
w stajence w Betlejem,
taka gwiazda to nasze nadzieje.


























wtorek, 1 listopada 2016

Dzisiaj




Jestem dzisiaj smutna, chcę zamieszkać w szufladzie
z szarym kotem i kubkiem z obdrapaną różą.
Smutki zbiorę na kupkę i przysypię kurzem,
myśli porozrzucam i zostawię w nieładzie,

plany po podłodze rozchlapię i po ścianie,
nakruszę słowami, marzeniami nabrudzę,
trochę pośpię i pośnię, trochę się ponudzę,
a potem puszczę z rurki sto mydlanych baniek.


środa, 12 października 2016

Kiedy




Kiedy przestanę być NIĄ - 
pożądaną,
będę czekać na słońce,
tkwiąc przy oknie w każdy ranek.

Gdy przestaną mi mówić:
moja śliczna,
\będę tylko domowa i sklepowa
i uliczna.

Kiedy córka mej córki
będzie duża,
dla mnie będzie szydełko, garnek zupy 
i odkurzacz.

Gdy przestanie mnie kochać
mój kochany,
będę czekać na słońce,
tkwiąc przy oknie w każdy ranek.




sobota, 20 sierpnia 2016

Garnek z uszami




i garnek z niespodzianką: