sobota, 25 lipca 2009

Bułka na leniwe popłudnie





































Kiedy popołudnie lipcowe staje się lepkie od gęstego upalnego powietrza i rozleniwienie otula mnie jak pierzyna, wpadam w nie bez protestu jak w pulchną, złotą drożdżową bułkę ze skórką mocniej brązową niż pyszczek Rafika. Honorowa warta psich nosów otacza stół nakryty opętańczo kwiecistym obrusem, a na złotym miąższu bułki błyszczy rubinowy kopczyk dżemu z truskawek i agrestu.
















Delikatna, puszysta bułka drożdżowa pieczona w maszynie do chleba:

3 jajka + mleko - 300 ml
60 g cukru
ulubiony aromat
12 dag masła
pół łyżeczki soli
50 dag mąki pszennej
3/4 torebki suchych drożdży
Przepis wytropiłam u Bei, na jej blogu występuje jako brioszka cytrusowa.

5 komentarzy:

  1. Ori, Ty to masz porównania, określenia i przenośnie!

    Ale nie będę piekła, bo: nie mam maszyny, nie mam suchych drożdży, nie mam czasu.

    Kocio najmilszy, a psiaki też.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, w takie popołudnie to tylko maszynowy wypiek wchodzi w rachubę...chociaz muszę sie przyznac ze i piekarnik odpalam dla chleba :)
    Pieknie opisujesz...zwierzaki jak zawsze pyszne!
    ps. jutro Kobiemu coś prześlę!

    OdpowiedzUsuń
  3. przepis pewnie i dobry
    tylko nie ma czasu na pieczenie;-(
    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak pięknie, tak domowo, drożdżówka z dżemem, malwy, koty i psiaki. Ech rozmarzyliśmy się nieco. :)))
    Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trwam w zachwycie oblizując sobie nos.
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń