środa, 5 sierpnia 2009

O miłościach wielkich i małych
























































W deszczowe dni zdarzają się takie chwile błogosławionego spokoju, gdy koteczki zasypiają nagle w koszykach, które bez umiaru stawiam na ich drodze, dorosłe koty zagłębiają się w swoje poduszki, a ja, pilnując wielkich garnków z bulgoczącym na kuchence "psim obiadem", oddaję się zajęciom intelektualnym. Tym razem podkusiło mnie, by zajrzeć do grubych zeszytów, które jako nastolatka zasmarowywałam zwierzeniami na temat chłopięcych imion zmieniających się w zastraszającym tempie, a zwierzenia umacniałam literacko wierszykami, których Wam litościwie oszczędzę. Trafiłam jednak na rarytas, którym muszę się podzielić: na cienki, wypłowiały "zeszycik wpisów pamiątkowych" z wyjazdu w Bieszczady. Było to naprawdę przed wiekami, Magoda chyba nawet nie marzyła o swojej bieszczadzkiej Chacie, a istniały wtedy wakacje dla młodzieży organizowane przez parafie i zwane oazami.

Na taką cudowną oazę w Wołkowyi, pośród najpiękniejszych krajobrazów świata, trafiłam jako piętnastolatka. Miałam blond włosy do pasa i to niektórym kolegom nasuwało bardzo pochlebne opinie na temat mojej duchowości, czemu dali wyraz w tych pożegnalnych przeuroczych zapiskach:



"Wszystko mija jak zdmuchnięty kwiat na wietrze. Ale w moim sercu jest znamię, które Ty mi wyryłaś. Adam". Wyryłam to znamię niespecjalnie głęboko, bo kilka miesięcy później zakochał się w niejakiej Małgosi.

"Z żalem rozstania i nadzieją spotkania. Janusz"

"Obyś swoje życie karmiła słowem Bożym. Romek" No tak, został księdzem.

"Pamiętaj, jesteśmy jedną rodziną, rodziną dzieci Bożych. Reni - Jacek". Nie przypomnę sobie, jak wyglądał Jacek, ale miło mieć gdzieś rodzinę.

"Kochać to znaczy cierpieć. Dla Renaty Robert". Robercie, nie mam pojęcia, kim byłeś i gdzie jesteś, ale miałeś rację!

Nie ma wpisów od kolezanek? O, jest jeden: "Największym nieszczęściem jest zabijać miłość. Barbara C." Barbara C. najwyraźniej była już po lekturze "Lalki".

A teraz mój wpis najulubieńszy, autorstwa Włodka: "W miłości nie ma nic małego".

Włodku - myliłeś się! Miłości są wielkie, jak Pan Tymianka i maleńkie, jak Groszek i Melisa.
Są też bardzo, bardzo małe, ale za to gorące. Jedna miłość malutka i bardzo gorąca trwa we mnie, odkąd pamiętam i bez przysiąg na wierność będzie wieczna. Nazywa się skromnie: placki ziemniaczane.






















8 komentarzy:

  1. Ha! Sentymentalne wpisy i zdjęcia - te dopiero podnoszą na duchu;) Za to koszykowe zdjęcia maluchów budzą uczucia. Rozczulają.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam się
    zaglądnęłam z ciekawości bo takie piękne kocię na zdjęciu , a tu ciekawe wpisy z przeszłości .Lubię takie klimaty .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ori ależ sentymentem powiało :) fajne są te pamietnikarskie wpisy, też mam takie, a co...ale kociąt takich nie mam! są pyszne i myślę że pyszniejsze od placków, dopieszczaj te szkraby żeby wyrosły na duże piękne i troszeczkę rozpuszczone kocurki!

    OdpowiedzUsuń
  4. UWIELBIAM! Uwielbiam placki ziemniaczane
    a koteczki są cudowne
    pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  5. Też we mnie drzemie taka maleńka miłość ( fajnie to ujełaś ;))placki uwielbiam,
    i kocham wszelakie boskie stworzenia.
    Takie zdjęcia jak Twoje mogłabym ogladać, oglądć, oglądać i nie miałabym dosyć.
    Posiadać taki pamietnik ...ach,powzdychać do wspomnień...

    OdpowiedzUsuń
  6. To równiez moja miłość ;))

    Nie wiem, jak to się stało, że jeszcze tu nie zaglądałam do 'Kuchni pełnej Tymianka'?
    Ogromnie ciesze się, że jest TAKIE miejsce!!!

    Fajne wspomnienia, wpisy...

    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ori, nie chciałabym wyprowadzać Cię z błędu, ale sądzę, a nawet pewna jestem, że "długie do pasa, blond włosy" i Twoje 15 lat, wywoływały raczej niezbyt "duchowe" uniesienia u męskiej części tej wakacyjnej oazy!

    A nastroje w Twojej kuchni (to znaczy w tymiankowej kuchni) faktycznie urocze. Maluchy zacałować by się chciało.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ziemniaczane placki okraszone śpiącymi w koszykach kociętami! Można się wprosić?
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń