środa, 7 października 2009

Antonówki i babie lato w słoikach
















































W pierwszą niedzielę października przez naszą wieś przemaszerował oddział harcerzy. Dziarsko, jak to harcerze.
-Czego oni tu szukają?- zdziwił się Pan Tymianka.
-Jak to, czego? Szukają pierwszych oznak jesieni! - odparłam -Nigdy tego nie robiłeś?
-Nie byłem harcerzem - westchnął Pan Tymianka melancholijnie, a ja przypomniałam sobie czasy, kiedy byłam zuchem w szarym mundurku i z kokardą na kucyku i jesienią wraz z całym zastępem robiłam ludziki z kasztanów, żołędzi i zapałek. A na dowód, że naprawdę byłam zuchem z kokardą, to oto przecudne zdjęcie, na którym stoję z umęczoną miną na straszliwie długiej i nudnej uroczystości, mam białe marszczące się rajstopki i juniorki, a druh Alek próbuje mnie wytrącić z zamyślenia gestem, który w szkole amerykańskiej mógłby zbulwersować opinię publiczną!
Takie zdjęcia mają urok podobny do ostatnich dni babiego lata - wywołują uśmiech i nutkę żalu, że to tak dawno temu było...
A zapachy i kolory ostatnich dni babiego lata zamknęłam w kilku słoikach, przycupnęły tam sobie w postaci złocistego, aksamitnego musu z antonówek i cytryn.
Grube biszkoptowe naleśniki polane musem jabłkowym, posypane płatkami migdałów i gorzką czekoladą pozwalają łatwiej znieść przemijanie lat i pór roku...
Mus z antonówek i cytryn
1,5 kg obranych i pokrojonych jabłek
sok z 2 cytryn (można dodać startą skórkę)
1/4 kg cukru (albo więcej, według uznania)
kilka goździków
Jabłka z goździkami rozgotować do miękkości - najlepiej na dno garnka wlać trochę wody - i przetrzeć przez sito. Dodać cukier i sok z cytryn, gotować na małym ogniu, często mieszając, aż mus nieco zgęstnieje. Gorący wlać do słoików i zapasteryzować.







10 komentarzy:

  1. Mmmmmmmm, naleśniczki pychota...Zdjęcie z Groszkiem po prostu mistrzostwo!!!No i ten druh Alek.......figlarz!!! Teraz żałuję, że nie byłam w zuchach :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Upssss, plama. To Meliska! Widać, że bliżniaki:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podoba mi się zdjęcie z zuchowych czasów. Uwielbiam takie fotki, a juniorki i marszczące się się rajstopy "bawełnopodobne" to także część moich wspomnień;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powitajmy brawami ten długo wyczekiwany przepis! ;-) Naleśnik wygląda i brzmi przepysznie. Kto wie, może kiedys uda mi się wypróbować...

    OdpowiedzUsuń
  5. Od dwóch tygodni przerabiam jabłka na dziesiątki sposobów a zapomniałam o goździkach!
    dziękuję Ori!
    Jak zwykle piękne zdjęcia.
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ori, ciekawe i zabawne opowiadanko. Co oczywiście nie jest żadnym, z mojej strony,odkryciem.
    Na zdjęciach to ja się za wiele nie znam. W każdym razie podobają mi się, bo jak koty mogłyby mi się nie podobać?

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie trafiłam na Twego bloga i z zachwytem czytam, oglądam i notuję - przepisy. Będę tu częstym gościem!
    Pozdrawiam serdecznie!
    Anna

    OdpowiedzUsuń
  8. Mmmmm...antonówki! Nie pamiętam kiedy je widziałam, u mnie właściwie nie do dostania, a to wspaniałe jabłka. Przeciery i inne jabłkowe przetwory już za mną, teraz na tapecie pomidory w mojej kuchni...właśnie wekuję całe w zalewie, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Już dawno chciałam napisać : uwielbiam tu zaglądać!
    Pozdrawiam. Gosia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam Cię!

    Strrrrasznie klimatyczne zdjecia tu widzę. Te jabłka, śliwki - kwintesencja jesieni. A do tego kocia szarosć, bardzo mi się podoba. Tak tu u CIebie delikatnie, bedę tu wracać.

    tymczasem ślę pozdrowienia...

    OdpowiedzUsuń