wtorek, 27 października 2009

Kuchnia jesienią





























Kuchnia jesienią
to filiżanka
czarnej herbaty po deszczu
to ciepły czajnik
mruczący sennie o zmierzchu
miękka szarlotka
pachnąca antonówkami
jesienią kuchnia
jest jak pies
ogrzewający stopy
jak szal z czerwonej wełny
jak wiklinowy koszyk
pełen szarych
mocno zaspanych kociąt
kuchnia jesienią
to skrzypce, liście, ogień,
cały ten poetycki bałagan
zimny księzyc, wiatr o świcie,
obrazy, które jesień
niepoprawna impresjonistka
maluje z potrzeby serca


Najlepszy przepis na najlepszą na świecie szarlotkę:
1. Zapraszamy gości na - to ważne! - następny dzień
2. Manifestujemy swoje złe samopoczucie, słabe zdrowie, brak czasu itp.
3. Liczymy na inteligencję naszych gości
4. Dla ułatwienia sytuacji wybieramy inteligentnych znajomych, dzięki czemu
5. Reagują na nasze utyskiwania: "Ależ nie przejmuj się, przyjdziemy z ciastem!"
Dzięki tym prostym zabiegom stajemy się na krótko posiadaczami cudownej, delikatnej szrlotki,
którą możemy później opiewać w dowolnych formach literackich.





wtorek, 13 października 2009

Do szarości dodaj fiolet...






































































W kącie siedzą smutku mole.
Gryzą duszę, gryzą myśli.
Do szarości dodaj fiolet -
nic lepszego nie wymyślisz...
Ciasto ze śliwkami z kokosową kruszonką od Kass
Ciasto:
35 dag mąki tortowej
1 jajko i jedno żółtko
3-4 łyżki kwaśnej smietany
7,5 dag masła
7,5 dag margaryny
(w oryginale po 5 dag masła, margaryny i smalcu)
cukier waniliowy
1/2 szklanki drobnego cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Zagnieść ciasto, owinąć w folię i włożyć do lodówki.
Kruszonka:
20 dag mąki
15 dag masła
5 dag wiórków kokosowych
10 dag cukru trzcinowego
Zagnieść, zawinąć, włożyć do lodówki.
Na warstwie ciasta układać gęsto połówki śliwek skórkami do dołu, posypać kruszonką.
Piec 1 180 st. do zrumienienia i suchego patyczka.
Ciasto jest mięciutkie, złotobrązowe i cudowne jak najpiękniejszy jesienny dzień nawet w moim wykonaniu. A wyobrażacie sobie, jakie musi być upieczone przez Kass??!!








środa, 7 października 2009

Antonówki i babie lato w słoikach
















































W pierwszą niedzielę października przez naszą wieś przemaszerował oddział harcerzy. Dziarsko, jak to harcerze.
-Czego oni tu szukają?- zdziwił się Pan Tymianka.
-Jak to, czego? Szukają pierwszych oznak jesieni! - odparłam -Nigdy tego nie robiłeś?
-Nie byłem harcerzem - westchnął Pan Tymianka melancholijnie, a ja przypomniałam sobie czasy, kiedy byłam zuchem w szarym mundurku i z kokardą na kucyku i jesienią wraz z całym zastępem robiłam ludziki z kasztanów, żołędzi i zapałek. A na dowód, że naprawdę byłam zuchem z kokardą, to oto przecudne zdjęcie, na którym stoję z umęczoną miną na straszliwie długiej i nudnej uroczystości, mam białe marszczące się rajstopki i juniorki, a druh Alek próbuje mnie wytrącić z zamyślenia gestem, który w szkole amerykańskiej mógłby zbulwersować opinię publiczną!
Takie zdjęcia mają urok podobny do ostatnich dni babiego lata - wywołują uśmiech i nutkę żalu, że to tak dawno temu było...
A zapachy i kolory ostatnich dni babiego lata zamknęłam w kilku słoikach, przycupnęły tam sobie w postaci złocistego, aksamitnego musu z antonówek i cytryn.
Grube biszkoptowe naleśniki polane musem jabłkowym, posypane płatkami migdałów i gorzką czekoladą pozwalają łatwiej znieść przemijanie lat i pór roku...
Mus z antonówek i cytryn
1,5 kg obranych i pokrojonych jabłek
sok z 2 cytryn (można dodać startą skórkę)
1/4 kg cukru (albo więcej, według uznania)
kilka goździków
Jabłka z goździkami rozgotować do miękkości - najlepiej na dno garnka wlać trochę wody - i przetrzeć przez sito. Dodać cukier i sok z cytryn, gotować na małym ogniu, często mieszając, aż mus nieco zgęstnieje. Gorący wlać do słoików i zapasteryzować.