poniedziałek, 1 lutego 2010

Przyjęcie u Królowej Śniegu




































































Królowa Śniegu urządza przyjęcia w moim ogrodzie. Wiem to na pewno, bo znajduję rozrzucone
między brzozami talerzyki z lodu. Królowa Śniegu karmi z nich Kaya, daje mu jabłka, pomarańcze i serduszka wycięte ze śniegu. Po każdej uczcie serce Kaya staje się coraz bardziej podobne do sopla lodu...
Królowej Śniegu nie było tutaj od wielu lat. A skoro sie pojawiła, musiała przynieść wspomnienia dawnych zim. Na przykład tamtej bardzo mroźnej i gorącej równocześnie zimy przed maturą. Zimy ze studniówką! Posłuchajcie...
Najważniejsza była sukienka! No i chłopak odpowiednio do niej dobrany, ale wierzcie mi, to były czasy, kiedy zdobycie ładnej sukienki stanowiło nie lada wyczyn, a chłopców było pod dostatkiem.
(Jakoś odwrotnie niż dzisiaj, ciekawe, dlaczego?). Sukienka musiała być granatowa. To głupie zarządzenie władz szkoły zmroziło brutalnie nasze marzenia o różowościach, srebrach i złocistościach. Los nie szczędził mi kolejnych ciosów: dyrektor liceum zadał sobie trud osobistego poinformowania mego ojca o skandalicznym zwyczaju wagarowania córeczki. Tato wrócił do domu sroższy niz Królowa Śniegu w najgorszym ze swych nastrojów. Wypowiedział wszystkie dostępne mu słowa nagany i potępienia. Gdyby wiedział, ile opuszczonych godzin "usprawiedliwiłam" sobie w kradzionym regularnie dzienniku! Awanturę przeżyłam dzięki Boskiej opiece. Opatrzność była mi ją zresztą winna, gdyż większość wagarów przesiedziałam w kościele sąsiadującym z moim liceum. Kościół był ogrzewany, dobrze oświetlony, można sobie było spokojnie poczytać, a przy okazji w człowieku wzrastał stopień pobożności.
Rodzice z obrzydzeniem dla jawnogrzesznicy kupili mi jednak granatowy materiał na sukienkę.
Po wielu godzinach gorączkowego przeglądania archaicznych Burd -nowych żadna z koleżanek nie miała! - wybrałam wdzięczny fason i udałam się do "najlepszej krawcowej w mieście".
Babsko uszyło coś, co wymiarami przypominało żagiel całkiem sporego statku, zapinany szczelnie pod szyją, umajony falbankami. Po założeniu na siebie tegoż i przepasaniu się wąskim paskiem wyglądałam jak zesłana na wieloletnią pokutę do bardzo ubogiego klasztoru. Byłam bardzo młoda i nie znałam jeszcze słowa "asertywność", zabrałam więc pokutny żagiel do domu, obficie opłakując marzenie o pięknej sukience.
Nadszedł wielki dzień. A z nim telegram. Aktualny narzeczony, zielonooki brunet Waldemar służący ojczyźnie w armii, nie dostał przepustki. Tego już było za wiele! Opłakałam swoje nieszczęścia hurtem i w szybkim tempie, bo nie było czasu na łzy i spuchnięte oczy. W zanadrzu pozostawał bowiem blondyn Andrzej - jak dobrze mieć zanadrze! - którego należało niezwłocznie zawiadomić o szczęściu, które spadło tak nagle.
Studniówka była cudowna. Miałam wprawdzie najkoszmarniejszą sukienkę ze wszystkich dziewcząt na sali, ale to był problem patrzących na mnie, nie mój! W zakochanych oczach Andrzeja wyglądałam pięknie. I jakoś nie raniła mi serca myśl o biednym Waldku, który marzł tej nocy na warcie.
Nie pokażę Wam zdjęcia ze studniówki, o nie, aż tak rozbawić Was nie zamierzam.
Pokażę natomiast tę sukienkę wymarzoną, srebrną, błyszczącą! Nie byłabym sobą, gdybym uniknęła wpadki. Przed tamtym balem sama zakręcilam sobie włosy na wałki i efekt... widać... na czole. Miałam za to koronkowe rękawiczki i klipsy z diamencików! Ach...
Mroźny styczeń tegoroczny przywołał tyle wspomnień! Dawne dramaty stały się zabawne, inne wzruszające...
Ciasteczka, które roztopią serce Kaya:
40 dag mąki pszennej
20 dag margaryny
2 żółtka (białka zostawić do smarowania ciastek)
4 dag świeżych drożdży
kilka łyżek śmietany
cukier do posypania ciastek (najlepiej brązowy)
Mąkę przesiać, drożdże rozrobić z cukrem, zmieszać wszystkie składniki, wyrobić ciasto, zawinąć w folię i włożyć na godzinę do lodówki. Rozwalkować dość cienko i wykrawać ulubione kształty.
Ciastka smarować białkiem przy pomocy pędzelka i posypywać cukrem.
Piec w temp. 180 stopni do zrumienienia - układać na blasze w odtępach, urosną!
Są mięciutkie, sprężyste, pachnące!









7 komentarzy:

  1. Twój sposób pisania jest lekiem na całe zło , balsamem dla umęczonych codziennością zwapniałych, nudnych kapryśnic;))) Czytając czuję zapach ciasteczek, widzę jak rozpuszcza się lód w sercu Kaya i śnieg wokół Domu Tymianka. Jesteś dobrą wróżką:)
    Ori i sukienka na zdjęciu śliczne! Chwilo trwaj. Ach, no i mam dla Ciebie filcowy kwiatuszek:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ori juz myslałam że bloga opuściłaś, albo że nie pieczesz (ale to raczej odpada bo wiem że zwierzyniec by Ci tego nie darował...), a tu pyszne ciasteczka i równie pyszna opowieść...poza tym to takiej dziewczynie w każdej nawet zgrzebnej sukience byłoby pięknie...pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic się nie zmieniasz - widzę te same wesołe promyki w oczach :))
    Wspomnienia przesymaptyczne i jak zawsze lekko napisane :))
    A przyjęcie - wręcz czarodziejskie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O Jezu! Jak to dobrze, że w tej sukience Ci nie pozwolili wystąpić;). No, chyba że dla efektu przepięknych nóg...

    Swoją drogą - ja na przykład wdzięczna jestem, że wielu cudownych wspomnień nie utrwalono mi na zdjęciach, bo mogę je teraz idealizować. A kiedy patrzę na zdjęcia z przeszłości - to żałość bierze, oj żałość...

    Ta Królowa Śniegu to chyba dla Fetki przyjęcia urządza, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  5. pamiętam swoją studniówkę
    sukienka granatowa!
    ciasteczka pyszne na pewno
    pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  6. No to Krolowa ZIma sie rozgoscila u Was, tak jej tam dobrze, ze nawet przyjecia urzadza w ogrodach :) A mnie tam nie ma.... przykro, choc z drugiej strony moze i dobrze, ze mijaja mnie te wszystkie watpliwe "przyjemnosci" zawiazane z zimowym, mroznym czasem jak odsniezanie, spoznione autobusy, zalodzone chodzniki i drogi...

    Na zdjeciu widze sliczne negi! ktorych zazdroszcze... no i wlascicielke nog urocza mloda dziewczyne w pieknej sukience!
    U mnie a czasach studniowek tez byly obowiazkowo kolory szkolne i byla czern i biel, co zostalo mi do dzis. Bo to moje ulubione kolory wyjsciowe!

    Pozdrawiam deszczowo niestety...

    OdpowiedzUsuń
  7. Oddalabym wszystkie ciasteczka swiata za takie nogi jak Twoje:) Milo sie czyta Twoje opowiesci...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń