sobota, 24 lipca 2010

Środek lata, czyli o 22 dniu lipca



Była pełnia lata, czyli 22 dzień lipca. Kłosy żyta skłaniały bardzo ciężkie głowy w stronę kamienistych polnych dróg, po których tego dnia nie turkotały koła wozów. Senne Madonny w kapliczkach
patrzyły, jak wiatr przebiera w kłosach jak w paciorkach różańca. Wzdychały znudzone, w górach panowała cisza, a Bóg ani myślał przysłuchiwać się ich modlitwom, bo w dolinie świętował z wioską huczny, barwny, radosny Odpust!
Ludzie, czego tam nie bylo! Karuzela, lepka wata na patyku, beczki kiszonych ogórków, kramy ze skarbami, przy których Sezam zamknąłby się ze wstydu! Złote pierścionki z rubinami, szmaragdami i turkusami. Eleganckie damskie zegarki na gumce z różowym cyferblatem. Broszki migotliwe jak letnie chrząszcze. Trocinowe piłeczki, drewniane ptaki malowane, lukrowane serca z piernika, lizaki czerwone i wielkie jak zachodzące słońca, koguciki z tęczowych piórek!
Madonny w przydrożnych kapliczkach wznosiły karcąco oczy ku Niebu, które zanosiło się dźwiękami trąbek, świstawek, gwizdków, drewnianych pistoletów z kulkami na długim sznurku. Chmury płynęły lekko niby wielkie kłęby cukrowej waty, a powietrze nasyciło się słodyczą budyniowych cukierków, pastylek z cukru pudru i naszyjników z delikatnego, pozbawionego smaku ciasta...


Dzisiaj, po latach, polne Madonny tęsknią za pudrowym zapachem ręcznie robionych cukierków.
Ja też tęsknię. Szkoda, że mieszkam tak daleko i nie zaniosę im ciasteczek pachnących budyniem...





Ciasteczka budyniowe


22 g mąki pszennej
12 g miękkiego masła
80 g drobnego cukru
1 opakowanie budyniu waniliowego lub śmietankowego bez cukru
2 żółtka
2 łyżki mleka

Zagnieść ciasto. Jest mięciutkie i elastyczne. Wykrawać i piec ciasteczka w temp. 180 st. ok 12-15 minut.
Są kruche i miękkie, lekko budyniowe w smaku, polecam!


Postscriptum.
Był jakiś wiosenny dzień. Druga, a może trzecia klasa szkoły podstawowej nudziła się na lekcji języka polskiego. Nasza Pani ze sztywno nakrochmaloną fryzurą napisała na tablicy temat: Święto 22 Lipca.
- Dzieci - zagaiła Nasza Pani - Kto wie, co to za święto?
Dzieci nie dały się nabrać na ten podstęp. Wiedziały, że w lipcu są wakacje, a w wakacje nie ma żadnych świąt - ani Bożego Narodzenia ani Rewolucji, ani nawet Dnia Górnika. Po co komu święta w wakacje?
Wtedy nastąpiła chwila triumfu. Mojego triumfu. Wstałam, prężąc dumnie kokardy na kucykach i ogłosiłam:
- 22 lipca jest odpust w Trzebuni!
Nasza Pani zbladła z oburzenia:
- Reniu, to nie jest jakis tam odpust, tylko święto państwowe! Zauważyłaś, że w kalendarzu ten dzień jest zaznaczony na czerwono? Jak myślisz, dlaczego?
- Żeby tata mógł z nami pojechać na odpust! - wyjaśniłam Naszej Pani logicznie.

Nasza Pani zaczęła wówczas bredzić coś o państwowym święcie fabryki czekoladek (dla młodszych pokoleń - fabryka Wedla nosila przez jakiś czas nazwę 22 Lipca) i dzieci nawet przyznały jej rację - owszem, czekoladki powinny mieć swoje święto. Tylko ja - jedyna oświecona jednostka, posiadaczka kolekcji złotych pierścionków z rubinami i turkusami, znałam prawdę, której nie chciano przyjąć!
Minęły lata i data 22 lipca ma znowu w kalendarzu czarne cyferki. Bo mój tata przeszedł na emeryturę i może sobie jeździć na odpust bez względu na kolor cyfr w kalendarzu. Święto przestało byc potrzebne.

5 komentarzy:

  1. Narobiłaś mi smaka na te ciasteczka... Pal sześć dietę ;):) Zrobię sobie święto, pomimo czarnych cyferek w kalendarzu, a co!

    OdpowiedzUsuń
  2. "Broszki migotliwe jak letnie chrząszcze".
    Pamiętam.
    Pozdrawiam Cię nostalgicznie, serdecznie i ciasteczkowo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż za cudowny, klimatyczny post! Zaczarowałaś mnie :) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy jest jeszcze TEN odpust? Czy są tam piersćionki, ptaszki, cukrowa wata i drewniane pistolety?
    Każdy człowiek - mały czy duży powinien COŚ TAKIGO przeżyć! Obowiązkowo ;))
    Mój dziecięcy odpust był w Rzekuniu :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Bajkowy ,wspaniały,post........Pozdrawiam Cię Ori:)

    OdpowiedzUsuń