sobota, 31 lipca 2010

Od świętej Hanki...











Od świętej Hanki zimne wieczory i poranki - mawiała moja mama każdego roku, gdy tylko na świat wychylał się zamglony poranek po hucznych imieninach kuzynki Anny. I od razu robiło się melancholijnie.
Bo zboża już w snopkach, na pajęczynach rosa, pierwsze jabłka, ogórki, cukinie...
I jagód już tyle się zjadło w pierogach i ze słodką tłustą śmietaną, że z tymi ostatnimi, pękającymi od soku, piecze się wielkie blachy drożdżowego ciasta z kruszonką.


Mufinki z jagodami

(Chyba jasne jest, że to nie ja piekłam te cudowne ciasta z kruszonką?)

2 szklanki mąki pszennej
2 łyzeczki proszku do pieczenia
3/4 szklanki drobnego cukru
szczypta soli
jagody ( lub borówka amerykańska)

1 szklanka mleka
2 jajka
1/2 szklanki oleju

W duzej misce wymieszać suche składniki, w drugiej roztrzepać mleko, jajka i olej. Połączyć składniki mokre z suchymi, domieszać delikatnie jagody. Napełniać masą papilotki i piec w temp. 200 st. ok 25 minut.

Mufinki są miękkie, soczyste od jagód i bardzo trudne do sfotografowania, gdyż czyha na nie rząd żądnych pożarcia pyszczków!
Jeśli uwielbienie moich psów dla mych kunsztów kulinarnych jest miarodajne, to jestem kucharkopiekarką doskonałą.

sobota, 24 lipca 2010

Środek lata, czyli o 22 dniu lipca



Była pełnia lata, czyli 22 dzień lipca. Kłosy żyta skłaniały bardzo ciężkie głowy w stronę kamienistych polnych dróg, po których tego dnia nie turkotały koła wozów. Senne Madonny w kapliczkach
patrzyły, jak wiatr przebiera w kłosach jak w paciorkach różańca. Wzdychały znudzone, w górach panowała cisza, a Bóg ani myślał przysłuchiwać się ich modlitwom, bo w dolinie świętował z wioską huczny, barwny, radosny Odpust!
Ludzie, czego tam nie bylo! Karuzela, lepka wata na patyku, beczki kiszonych ogórków, kramy ze skarbami, przy których Sezam zamknąłby się ze wstydu! Złote pierścionki z rubinami, szmaragdami i turkusami. Eleganckie damskie zegarki na gumce z różowym cyferblatem. Broszki migotliwe jak letnie chrząszcze. Trocinowe piłeczki, drewniane ptaki malowane, lukrowane serca z piernika, lizaki czerwone i wielkie jak zachodzące słońca, koguciki z tęczowych piórek!
Madonny w przydrożnych kapliczkach wznosiły karcąco oczy ku Niebu, które zanosiło się dźwiękami trąbek, świstawek, gwizdków, drewnianych pistoletów z kulkami na długim sznurku. Chmury płynęły lekko niby wielkie kłęby cukrowej waty, a powietrze nasyciło się słodyczą budyniowych cukierków, pastylek z cukru pudru i naszyjników z delikatnego, pozbawionego smaku ciasta...


Dzisiaj, po latach, polne Madonny tęsknią za pudrowym zapachem ręcznie robionych cukierków.
Ja też tęsknię. Szkoda, że mieszkam tak daleko i nie zaniosę im ciasteczek pachnących budyniem...





Ciasteczka budyniowe


22 g mąki pszennej
12 g miękkiego masła
80 g drobnego cukru
1 opakowanie budyniu waniliowego lub śmietankowego bez cukru
2 żółtka
2 łyżki mleka

Zagnieść ciasto. Jest mięciutkie i elastyczne. Wykrawać i piec ciasteczka w temp. 180 st. ok 12-15 minut.
Są kruche i miękkie, lekko budyniowe w smaku, polecam!


Postscriptum.
Był jakiś wiosenny dzień. Druga, a może trzecia klasa szkoły podstawowej nudziła się na lekcji języka polskiego. Nasza Pani ze sztywno nakrochmaloną fryzurą napisała na tablicy temat: Święto 22 Lipca.
- Dzieci - zagaiła Nasza Pani - Kto wie, co to za święto?
Dzieci nie dały się nabrać na ten podstęp. Wiedziały, że w lipcu są wakacje, a w wakacje nie ma żadnych świąt - ani Bożego Narodzenia ani Rewolucji, ani nawet Dnia Górnika. Po co komu święta w wakacje?
Wtedy nastąpiła chwila triumfu. Mojego triumfu. Wstałam, prężąc dumnie kokardy na kucykach i ogłosiłam:
- 22 lipca jest odpust w Trzebuni!
Nasza Pani zbladła z oburzenia:
- Reniu, to nie jest jakis tam odpust, tylko święto państwowe! Zauważyłaś, że w kalendarzu ten dzień jest zaznaczony na czerwono? Jak myślisz, dlaczego?
- Żeby tata mógł z nami pojechać na odpust! - wyjaśniłam Naszej Pani logicznie.

Nasza Pani zaczęła wówczas bredzić coś o państwowym święcie fabryki czekoladek (dla młodszych pokoleń - fabryka Wedla nosila przez jakiś czas nazwę 22 Lipca) i dzieci nawet przyznały jej rację - owszem, czekoladki powinny mieć swoje święto. Tylko ja - jedyna oświecona jednostka, posiadaczka kolekcji złotych pierścionków z rubinami i turkusami, znałam prawdę, której nie chciano przyjąć!
Minęły lata i data 22 lipca ma znowu w kalendarzu czarne cyferki. Bo mój tata przeszedł na emeryturę i może sobie jeździć na odpust bez względu na kolor cyfr w kalendarzu. Święto przestało byc potrzebne.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Czerwone lato


Latem czas można rozsypać na minuty.
Słodkie i cierpkie jak porzeczki.
Gorące, mokre i czerwone.



Tarta porzeczkowa


Kruchy spód:
220 g mąki
110 g zimnego masła
50 g cukru
1 żółtko
szczypta soli
2 łyżki śmietany

Porzeczkowy wierzch:
ok. 400 g czerwonych porzeczek
2 jajka
5 łyzek brązowego cukru
100 ml śmietany kremówki


Zagnieść kruche ciasto, odłozyc na kilka godzin do lodówki. Wyłozyć nim formę do tarty i podpiec ok 15 min. w 180 st. Lekko ostudzić.
Jajka ubić z cukrem i śmietaną, wsypać porzeczki, delikatnie wymieszać. Wylać na kruchy spód i piec ok. 30 minut, az masa zetnie się i lekko zarumieni.





piątek, 16 lipca 2010

Malwy i maliny




Letnie mufinki

2 szklanki mąki
2 plaskie łyzeczki proszku do pieczenia
3/4 szklanki cukru
cukier waniliowy
szczypta soli
biała czekolada
2 jajka
1/2 szklanki oleju
1 szklanka mleka
maliny, czerwone porzeczki

Do dużej miski wsypać suche składniki: mąkę, cukier, cukier waniliowy, sól, wymieszać i dodać pokruszoną drobno białą czekoladę.
W drugiej misce roztrzepać jajka z mlekiem i olejem, wlać masę do suchych skladników i lekko wymieszać.
Ciasto jest dość rzadkie. Napełniać papilotki w formie mufinkowej i wtykać w ciasto maliny i porzeczki - to wtykanie jest szczególnie przyjemne, moim zdaniem.
Piec w temp. 180 st. ok 30 min., "do suchego patyczka".