poniedziałek, 21 grudnia 2015

Byłam


Byłam królewną i wodzem Indian, 
Albo po prostu królewną, która została wodzem Indian, bo ktoś przecież musiał.
Ponieważ uwinęłam się szybko z obowiązkami królewsko-wodzowskimi, musiałam czymś zapełnić nadmiar twórczych mocy,
byłam więc także:

aktorką
piosenkarką
weterynarzem
misjonarką
pisarką
zakonnicą
archeologiem
ostatnią, cudem odnalezioną księżniczką sumeryjską
świętą

Nie zawracałabym Czytelnikom głów tymi drobiazgami, gdyby nie fakt, że w każdej dziedzinie zrobiłam tak ogromną, międzygalaktyczną wręcz karierę, że szkoda, aby poszła w zapomnienie.
Szczególnie ta aktorska.
Jej apogeum przypadło na wiek 12 lat. Byłam już tak sławna, że bardziej nie można.
Oskary sypały się na mnie z siłą jesiennej wichury. Wykreowałam typ bohaterki - dziewczęcia uciśnionego, acz dzielnego, urody cudnej, które w każdym scenariuszu po licznych przygodach umierało w sposób dystyngowany i gustowny, aby On (a "Onym" był zawsze jakiś miły czternastolatek) mógł paść na podłoże porażony rozpaczą, a potem od końca swego (długiego) życia
tęsknić i chadzać na grób.
Filmem, który przyniósł mi największą sławę, była "Tajemnica złotej szkatułki".
To była tak misterna, mroczna i skomplikowana historia o szkatułce pełnej klejnotów, że nie chciało mi się jej w całości wymyślać, bo naprawdę ważna była ostatnia scena.
Nowy Jork (a co!), drapacz chmur. Uciekam ze szkatułką przed prześladowcą w prochowcu (za prześladowcą czternastolatek osłabiony niewolą, z której się dopiero co był wyzwolił, a więc marny lekkoatletycznie).
Dobrze odżywiony prześladowca w prochowcu już, już  prawie dopada mnie (wątłą, za to w sukience szafirowej) i bezcenną szkatułkę, więc - prask! wyskakuję przez okno i ginę, a wraz ze mną umiera ta straszliwa tajemnica, bo tylko ja jedyna ją znałam. Leżę więc na asfalcie z rozwianym włosem, z ust sączy mi się obowiązkowa cieniutka strużka krwi, nade mną klęczy czternastolatek (wreszcie dobiegł), płacze i krzyczy, a z rozbitej szkatułki wysypują się białe, delikatne perły.
Ileż się napłakałam, tworząc tę scenę! Była perfekcyjna: asfalt czarny i błyszczący po deszczu, perły perłowe, moje oczy w odcieniu głębokiego szafiru (dobrane do sukienki) patrzące w niebo z bezbrzeżnym żalem.
Żałuję tylko, że nigdy nie dowiedziałam się, jaką tajemnicę kryła w sobie ta niezwykła szkatułka.
Może ktoś z Was widział ten film w całości i wie?

P.S.
Zdjęcie nie ma żadnego związku z opowiedzianą historyjką.
Po prostu, złośliwym zrządzenie losu, nie zachowały się fotosy z moich filmów, dlatego umieściłam rysunki Myszki Miki, też gwiazdy, aczkolwiek zdecydowanie mniejszego formatu.







3 komentarze:

  1. ... dobrze odżywiony prześladowca... u ha ha ha!!!
    Jasne, że Myszka Miki to małe miki przy Ori. I to nie tylko jeśli idzie o gwiazdorzenie na ekranach małych i dużych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę się ze mnie nie wyśmiewać, to, ze skończyłam na gumnie w gumiakach, nie świadczy o tym, że nie miałam potencjału!

      Usuń
  2. Widziałam ten film. Przecudnej urody dziewczyna zamknęła w szkatułce tragiczny los wszystkich naszych czworonożnych braci na całym świecie.Okrutny prześladowca nie wiedział, że te perły to ściema.Kiedy się rozsypały, czar prysł i ci, którzy najbardziej naszej opieki i miłości potrzebują, cierpią ból i niedostatek. Czasami tylko któremuś promyczek słońca błyśnie...
    W sumie smutna bajka.
    A tragiczna, piękna Nieznajoma miała jakoś na imię czy tak bezimiennie po świecie się snuła?
    Uściski poświąteczne.
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń