poniedziałek, 18 lipca 2016

"O Królu Słońcu i jego czterech córkach"



Jest pogodne grudniowe przedpołudnie.
Przedpołudnia zawsze są pogodne we wspomnieniach z dzieciństwa.
Siedzę z młodą ciocią przy stole w pokoju, choinka jest już ubrana, mama gotuje obiad. 
Czytam gazetę i turlam się po stole ze śmiechu.
- Ciociu, przeczytać ci to?
- Czytaj, dziecko, czytaj - kiwa głową ciocia, zdaje się, że znad szydełka.
Czytam, przez chwilę ciocia słucha, wreszcie zerka do gazety i zaczyna krzyczeć:
- Danka, rany boskie, to dziecko umie czytać!!
Matka przybiega z kuchni przerażona.
- Myślałam, że tak się wygłupia i zmyśla, a ona naprawdę czyta!
Przeczytaj to! - ciocia podsuwa fragment gazety.
Czytam posłusznie, 
- Ona ma pięć lat, nie wiem, jak to możliwe, nikt jej tego nie uczył! - mama naprawdę jest przerażona, że w jej córce tkwią diabelskie moce.
Następują długie i wnikliwe deliberacje. Na świadków powołuje się tatę i sąsiadki, chyba też koleżanki z podwórka, szczególnie te starsze. Nikt nie przyznaje się do tajnego nauczania,
nikt nie potrafi rozwikłać zagadki. Cud, że nie poddają mnie egzorcyzmom.
Na szczęście, czteromiesięczny brat jest bardzo absorbujący i odwraca uwagę mamy od dziwacznej starszej córki.
Mogę czytać w spokoju.
Nie pamiętam, kiedy i w jaki sposób nauczyłam się czytać, ale wiem, dlaczego.
Bo świat, który chował się za szeregami czarnych liter, był tym światem, który już wtedy wabił mnie swoim czarem mocniej niż świat rzeczywisty.






Baśń "O Królu Słońcu i jego czterech córkach" była jedną z najważniejszych książeczek mojego wczesnego dzieciństwa, nie tyle ze względu na prostą fabułkę, lecz dzięki ilustracjom Józefa Wilkonia, jednego z mistrzów w tej dziedzinie.
Do tej pory tylko tak umiem wyobrażać sobie pory roku - jako piękne córki Króla Słońca.
Oczywiście, byłam zawsze Wiosną, tą najmłodszą i najładniejszą i do dzisiaj, hm.. nią jestem.
Nikt o tym nie wie, więc nikt się z tego nie śmieje.




























6 komentarzy:

  1. Wiesz, że ja nie pamiętam tej baśni?
    Ale pamiętam, że też nie pamiętam, kiedy i jak nauczyłam się czytać.
    A,i moja mama też Danka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po prostu nie miałaś tej książeczki, albo nie zrobiła na Tobie wrażenia i jej nie pamiętasz. Układam sobie listę tych najważniejszych i najcenniejszych książek i będę je tu przemycać. Może u siebie też o swoich napiszesz?

      Usuń
  2. Wiesz Ori, myślę, że książki z dzieciństwa decydują o całym naszym życiu. Nie wiem, czy to dobrze ;) Bezimienna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że tak jest i myślę, że to dobrze, przynajmniej, jeśli miało się dobre lektury w dzieciństwie. Dlatego robię podróż po książkowych wspomnieniach:-)

      Usuń
  3. Świetny temat:) Uwielbiam książki z dzieciństwa. Zauważyłam, że lubię do nich wracać, jak jest mi smutno albo coś niepokojącego dzieje się na świecie. To tak, jakby na moment się zanurzyć w tamtym beztroskim czasie. I zgadzam się, że obrazki i historie tkwią w człowieku całe życie i kształtują jego wrażliwość. Pamiętam jak mama mi czytała do snu i pamiętam jak sama czytałam "Pana Twardowskiego" na leżakowaniu w przedszkolu, bo nigdy nie mogłam zasnąć w środku dnia.

    OdpowiedzUsuń
  4. zastanawiam sie ori w jakim
    celu wracasz do dziecinstwa,mysle ze to proba aby nie myslec i nie byc tu i teraz

    OdpowiedzUsuń